„Czasem czuję się, jakbyś
wcale na mnie nie zasługiwał.” [1]
7
październik 2014 r.
Inga, od południa miała wrażenie, że tego
dnia zapomniała o czymś ważnym. Ogólnie tego dnia nie zaliczała do swoich
najlepszych. Przede wszystkim zaspała do pracy i wpadła do biura spóźniona o
półtorej godziny. Na dodatek klient, któremu robiła projekt tydzień temu
zarzucił jakieś braki i próbowała rozszyfrować, o co mu chodziło, a szef wisiał
jej nad głową w tej sprawie. Na dodatek Andrzej pół dnia próbował się z nią
skontaktować, aż w końcu bateria w jej telefonie padła. W pracy nie miała nawet
okazji żeby zjeść cokolwiek z wyjątkiem jednego kawałka chleba razowego.
Wszystkie terminy jakby się zwaliły jej na głowy w ten październikowy dzień.
Czuła się wypluta, gdy wychodziła z budynku w Łodzi. Marzyła tylko o tym by
zjeść coś pożywnego i wziąć relaksującą kąpiel, a potem zakopać się łóżku i
przespać spokojnie całą noc.
Niestety
o szybkim powrocie do domu mogła zapomnieć. Rozkopana Łódź oznaczała
jednocześnie zakorkowane miasto i wolniejsze pokonanie drogi do Bełchatowa. Miała
wrażenie, że żołądek przywarł jej do kręgosłupa, głowa zaczęła ją boleć i to
przeklęte uczucie, że o czymś ważnym dziś zapomniała. Ze wszystkich sił
próbowała przypomnieć sobie plan dnia, który miała zapisany w swoim telefonie
komórkowym. Jednak wszystkie jej wysiłki spełzały na niczym. Mózg odmówił
współpracy. Z ulgą przyjęła fakt, że w końcu znalazła się w znajomych
bełchatowskich ulicach, które prowadziły ją prosto do domu. Miała tylko
nadzieję, że Andrzej zaopiekował się swoją mamą. Dopiero ta myśl uświadomiła jej,
o czym ważnym zapomniała. O cholera. Kompletnie
wyleciało jej z głowy, że pani Wrona miała być w Łodzi na badaniach, a ona
miała się nią zaopiekować do powrotu jej syna z treningu. Zapisała to w
telefonie, ale nie dał jej o tym znać, bo bateria padła. Nie miała siły się
nawet na siebie wściekać z tego powodu. Miała tylko nadzieję, że Andrzej wykaże,
chociaż odrobinę zrozumienia dla niej i nie rozpocznie kolejnej awantury. Sama
myśl o takiej perspektywie sprawiła, że poczuła uścisk w żołądku i mdłości.
Coraz częściej w ten sposób reagowała na ich jakiekolwiek spięcia. Wtedy
zazwyczaj jakikolwiek posiłek w tempie ekspresowym znikał w otchłaniach muszli
klozetowej. Bała się tylko, że tego dnia nie będzie miała, czego oddać skoro
nic nie zjadła.
Zazwyczaj
korzystała ze schodów, jednak tego dnia wybrała windę ze względu na brak
jakichkolwiek sił. Weszła po cichu do mieszkania i położyła swoje rzeczy na
stole w kuchni. Słyszała odgłos telewizora z salonu, więc tam skierowała swoje
kroki. Tak jak się domyślała Andrzej coś oglądał. Położyła mu rękę na ramieniu,
a on spojrzał na nią ze złością.
-
Przepraszam. Wiem, że miałam odebrać twoją mamę. Kompletnie zapomniałam. To był
bardzo ciężki dzień. Zadzwonię do niej jutro i przeproszę. – Próbowała załagodzić
sytuację, ale on strząsnął jej dłoń ze swojego ramienia, a to był zły znak.
-
Tu chodzi o moją mamę, a nie jakiegoś niezadowolonego klienta. A co, jeśli
poprosiłbym, żebyś ją odebrała z dworca? Kwitłaby tam do wieczora? - Zaatakował.
-
Andrzej, proszę nie mam siły dziś się z tobą o to kłócić. Wiem, że nawaliłam.
Telefon mi się rozładował, spóźniłam się do pracy, miałam jakiegoś
niezadowolonego klienta... To poważnie nie jest mój dzień i jest mi przykro, że
zawiodłam twoją mamę.
-
Mi też jest przykro, bo się na tobie zawiodłem.
-
Nie przesadzasz? Zapomnę o jednej rzeczy podczas miliona innych, a ty potrafisz
zapomnieć, że byliśmy umówieni na randkę i jakoś nie widzisz w tym nic złego.
-
My widujemy się codziennie, a moja mama przyjechała do nas w odwiedziny tylko
na chwilę. Naprawdę tak słabo ci na mnie zależy?
-
Słucham? Co ty pieprzysz?
-
Skoro traktujesz tak najbliższego członka mojej rodziny, to tak jakbyś mnie tak
potraktowała.
Jesteś
jedynym, o którym pragnę zapomnieć.
I
jedynym, którego kochałam wystarczająco, by mu nie wybaczyć.
I
chociaż łamiesz mi serce, jesteś tym jedynym. [1]
-
Andrzej, zdarzyło mi się to raz i przeprosiłam cię za to. Co mam jeszcze
zrobić? Nie zrobiłam tego celowo. Byłam w pracy. – Miała ochotę się rozpłakać,
ale obiecała sobie, że nigdy nie pokaże swoich łez żadnemu mężczyźnie. Było jej
bardzo przykro, że zapomniała zwłaszcza, że mama jej chłopaka była cudowną
osobą i daleko było jej to stereotypu typowej teściowej. Inga, czuła, że ta
kobieta ją lubiła i odwzajemniała te uczucia.
-
Dobra, nie mam zamiaru wysłuchiwać w kółko tego samego tłumaczenia. Skoro praca
jest dla ciebie ważniejsza niż ja. – Dziewczyna czuła, że traci grunt pod
nogami. Wrona umiejętnie potrafił odwrócić kota ogonem tak żeby cała wina
leżała po jej stronie. Jednak nie rozumiała jego dzisiejszego zachowania.
Przecież przyznała się do winy, przeprosiła.
-
Odezwał się ten, co nie przekłada swojej pracy ponad nasz związek. – Nie chciała wyciągać takich argumentów,
ale nie zamierzała tego wszystkiego potulnie przyjmować ze spuszczoną głową. Nie
mogła go wiecznie usprawiedliwiać pracą
-
W przeciwieństwie do ciebie, na moją pracę patrzy cała Polska.
-
I dlatego marginalizujesz moją? Jesteś poważny? – Nie wierzyła w to, co słyszy.
Nigdy nie dała mu odczuć, że jego praca nic dla niej nie znaczy. Z kolei on jej
nie traktował chyba nigdy poważnie, a przynajmniej tak wszystko wyglądało z tej
rozmowy. Nie chciała w to wierzyć.
-
Och, ty masz tylko szefa nad sobą. Ja mam na głowie trenera, sezon kadrowy i
media.
-
Mam współczuć czy co? Bo nie wiem, o co ci chodzi...
-
Po prostu porównywanie naszych zajęć jest bez sensu. Nic tym nie zyskasz.
- Jasne... Pewnie, że nie.
Przecież jestem tylko głupią panią architekt, która nic nie znaczy...
Zapomniałam, że prawdziwy bohater stoi przede mną. Znowu będziesz grzał
ławeczkę w tym sezonie, kochanie? - Nie kryła ironii, która aż wylewała się z jej
ostatnich zdań.
- Chcesz nam zbudować dom? - Prychnął.
- Jestem częścią drużyny Mistrza Polski. Do każdego tytułu dołożyłem cegiełkę.
- Dość minimalna ta cegiełka
musi być. Skoro i tak jej nikt nie zauważa.
- Jak się nie znasz, to się
nie odzywaj - wycedził przez zęby.
- Troszkę się znam i jeszcze
lepiej poznałam ciebie... Bardzo bolało siedzenie poza składem na
Mistrzostwach? - Inga, straciła poczucie litości dla Andrzeja. Nie miała
zamiaru pozwalać obrażać siebie i tego, co wykonuje. Tyle lat poświęcała się
dla niego. Studiowanie dwóch kierunków oraz ciągłe dojazdy do jego miejsca
klubowego jak widać były dla niego niczym, więc i ona zapomniała o
jakichkolwiek hamulcach.
- Jak śmiesz! - Warknął. -
Równie dobrze mogło mnie tam w ogóle nie być, a jednak jestem wśród czternastu
najlepszych siatkarzy w kraju. To niby nic nie znaczy? Niedługo odwołasz
wszystko, co powiedziałaś.
- Zrobię to z największą
przyjemnością, jeśli ty również się kiedyś opamiętasz, co do mojego zawodu i mojej
pracy. W odróżnieniu do ciebie umiem przyznać się do błędu.
- Jeśli nic nie runie w ciągu
pięciu lat, nie ma sprawy - mruknął.
- Nie rusza mnie to już,
Andrzej. Od kiedy pracuje, nie traktujesz mnie poważnie. I nie zamierzam
pozwolić żeby tak dalej było. Oczekujesz wsparcia a sam mi go nie dajesz. Więc
skończ oczekiwać, że ja wiecznie będę cię, głaskała po plecach i mówiła: ktoś
się w końcu na tobie pozna.
Dojrzewała powoli do decyzji
by w końcu walczyć o swoje prawa w tym związku. Rozumiała jego zawód i
wiedziała, że był sportowcem, który nie ma łatwego życia, ale sam sobie taki
zawód wybrał. Sam decydował o tym i musiał ponosić tego konsekwencje. Nie
zamierzała również skakać tak jak on jej zagra. Miała swoje zobowiązania i była
za nie odpowiedzialna. Powoli również jej nazwisko zaczynało być znane w kręgu
architektów. Miała zmysł, poczucie stylu i smaku, a przede wszystkim potrafiła z
czegoś niewielkiego zrobić coś naprawdę dużego. Miała po prostu talent.
- W czym mam cię wspierać? W
rysowaniu prostokątów? Daj spokój. Gdybyś nie zauważyła, już się na mnie
poznali. Nie potrzebuje takich pocieszeń. – Znowu to usłyszała. Znowu to samo
zdanie. On najlepszy, a ona ta gorsza. Czy
to ma jeszcze jakikolwiek sens?
Jest coś, co czuję, że muszę wyznać.
Ale do teraz zawsze się bałam,
że nigdy byś do mnie nie wrócił.
A ja wciąż chcę to zagasić.
Mawiasz, że najbardziej szanujesz mnie,
ale czasem czuję się, jakbyś wcale na mnie nie zasługiwał. [1]
- I grzejesz ławę. Nie wiem,
czego oczekujesz ode mnie, Andrzej. Nie ważne, co zrobię czy też nie i tak
zawsze masz o coś pretensje. Nie jestem workiem treningowym żeby się na mnie
wyładowywać. – Myślała, że głowa jej eksploduje. Czuła dziwny posmak w ustach i
wiedziała, do czego to się sprowadza. Za kilka chwil będzie musiała zniknąć w
łazience. Miała budować im dom? Dla takiej atmosfery? Prędzej zabiłaby się na
samym placu budowy niż doprowadziła do czegoś takiego. Dla niej rodzinny dom
nie był tym, co oni robili. Nie w takiej atmosferze chciała wychowywać ich
wspólne dzieci. A co jeśli on nie myśli o
mnie w kategorii matki jego pociech? Różne myśli krążyły po jej głowie, ale
nie dostawała na nie najmniejszej odpowiedzi.
- Liczyłem, że po prostu
będziesz. Niedługo będziemy tylko nocować w naszym mieszkaniu.
- I niby to moja wina?
Miłość jest jak mieszkanie. W mieszkaniu zaś należy
korzystać ze wszystkiego, niczego nie zakrywać, ani nie chronić. Żyje naprawdę
tylko ten, kto na dobre zamieszkał w miłości i nie boi się żadnego z
pomieszczeń, nie lęka się żadnych drzwi. Kłótnia czy czuły uścisk - jedno i
drugie jest tak samo ważne. Przyciągać się i odpychać. Kluczowe jest, by
korzystać z każdego pokoju miłości. Inaczej zadomowią się w nim duchy i złe
zapachy. Zaniedbane pomieszczenia i domy bywają wszak upiorne i cuchnące...
[2]
- Wiedziałaś, z kim się
wiążesz. To tobie zamarzyła się nagle kariera.
- Miałam zostać kurą domową?
Dobrze wiesz, że nigdy na coś takiego się nie pisałam. Ty również, co innego mi
obiecywałeś. Pamiętasz? Mówiłeś, że siatkówka nigdy nie będzie ważniejsza niż
ja. – Powtarzał jej to wielokrotnie, aż w końcu uwierzyła. Do pewnego momentu
nawet tak było. Potem nagle czymś się zachłysnął i stracił nią jakiekolwiek
zainteresowanie.
Jesteś dokładnie tym, czym łudziłam się, że nigdy nie byłeś.
I niczym z tego, czym myślałam, że mógłbyś być.
Jednakże wciąż żyjesz wewnątrz mnie,
więc powiedz mi - jak to jest? [1]
- Mam wrażenie, że wcale nie
jesteś zainteresowana byciem na pierwszym miejscu u mnie.
- Bo ciężko rywalizować ze
sportem. Nie zauważyłeś? Nie widzisz jednej podstawowej rzeczy, że jak grałeś w
Częstochowie i Bydgoszczy to jeździłam do ciebie, studiowałam dwa kierunki,
pracowałam, ale przede wszystkim to ty byłeś dla mnie najważniejszy. Jednak,
gdy nagle ja zaczynam odnosić sukcesy to ty wysuwasz kolce i mnie kujesz.
- Doceniałem to i nadal
potrzebuję cię na meczach, a widzę tylko puste miejsce.
- Właśnie ty potrzebujesz
mnie... A pomyślałeś, że ja ciebie też potrzebuje?
- Niby, w czym? Kiedy?
Przecież wracam po treningach i meczach do mieszkania.
- Właśnie do mieszkania, ale
nie do mnie. A ja też mogę mieć problemy w pracy, jak klient, który sobie za
dużo pozwala. A nie mogę ci tego powiedzieć, bo zawsze jesteś myślami gdzieś
poza mną.
- Nie wiem, o co ci chodzi.
Co za klient? - Zmierzył ją ostrym spojrzeniem.
- Jakbyś się, chociaż trochę
interesował to byś wiedział...
- Skoro już spytałem, to nie
wyskakuj z takimi tekstami. Konkrety - rzucił zirytowany.
- Łaskawca z ciebie.
- Nie jestem z tobą, żeby
mieć się, z kim pokłócić, więc daj spokój.
- Skoro jestem tak
beznadziejna to, po co jesteś ze mną?
- Właśnie nie wiem... - Odparł
niespodziewanie.
- W takim układzie skoro ja
ci nie wystarczam to może czas zmienić mnie na lepszy model? – Nie czekając na
odpowiedź zniknęła w łazience. Zabolało ją to, co powiedział. Skoro on nie wiedział,
po co z nią jest, to, co mogło to dla niech znaczyć? Czasami żałowała dnia, w
którym go zobaczyła na szkolnym korytarzu. Żałowała, że go pokochała. Był jej
jedyną miłością, jedynym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek miała. Nie mogła mu
się zwierzyć nagle tylko, dlatego, że poczuł się zazdrosny o jakiegoś klienta.
Ale pozwól mi to powiedzieć -
nie chcę Cię kochać na żaden sposób.
Nie chcę złamanego serca.
I nie chcę grać załamanej dziewczyny.
Nie, nie, żadnej dziewczyny o złamanym sercu
Nie jestem załamaną dziewczyną.
[1]
Wcześniej wszystko
rozwiązywali inaczej. Przede wszystkim rozumieli się. Inga, siedziała na
chłodnych kafelkach niewielkiego pomieszczenia. Żołądek chyba zrozumiał, że nie
ma, czego oddać, bo przestał ją ciągnąć. Czuła, że jest rozpalona. Przyłożyła
ciepły policzek do chłodnych kafelków na ścianie i z ulgą przyjęła bijący od
nich chłód. Jednak po chwili już cała trzęsła się z zimna. Zmusiła swoje
zmęczone ciało do wykonania kilku niezbędnych ruchów i wykąpania się w tempie
ekspresowym. Następnie przebrana w jakąś białą piżamę poszła do kuchni, gdzie
przygotowała sobie kolację. Chociaż żołądek dalej miała ściśnięty to wmusiła w
siebie kanapki i wypiła miętę. Miała nadzieję, że to utrzyma posiłek w jej
wnętrzu dłużej niż zazwyczaj to było. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła
płakać. Słysząc zbliżającego się Wronę otarła słone krople z policzków i
zaczęła po sobie sprzątać. Bez słowa zaczął szykować sobie kolację.
Powstrzymywała płacz, aż nagromadzone w oczach łzy zaczęły utrudniać jej
widzenie czegokolwiek. Odłożyła ściereczkę. Wyminęła go bez słowa i skierowała
się do sypialni.
__________________________
[1] Beyonce Knowles - Broken-Hearted
Girl
[2] Nina George_____________________________
Mówiłam, że znowu będą kłopoty. To nie tak, że ja ich lubię kłócić - no, dobra. Lubię! Jednak nie może być za słodko, przecież są w kryzysie.
Dziękuję, że jesteście. Wasze komentarze wywołują na mojej twarzy gigantyczny uśmiech i gdy jest mi źle wracam do nich.
Szczególne podziękowania dla Marty, która pomaga mi w pisaniu dialogów, bo one zawsze były moją słabszą stroną. Dziękuję, dziękuję :*.
Całusy! :*
Oczywiście, że muszę obstać za Andrzejkiem, obiecałam mu to na samym początku i muszę z tej obietnicy się wywiązać! Inga przyznała się do winy i przeprosiła - punkt dla niej, ale jej słowa o grzaniu ławy i zerowym wkładzie w MŚ i MP były ciosem poniżej pasa dla tak ambitnego sportowca, jakami jest Andrzej! Tak! Dobrze widzisz co piszę, to był cios poniżej pasa i moje zdanie na ten temat się nie zmieni!
OdpowiedzUsuńAle Ty naprawdę uwielbiasz ich ze sobą kłócić! To Twoje nowe hobby! Bo jeszcze jak tak dalej pójdzie to te wszystkie lata spędzone razem pójdą w zapomnienie i nie będzie razem!
Buźka! :*
Powiedziała to w gniewie! Była na niego wściekła! Ona wcale tak nie myśli, tylko po prostu czuje się przez niego odtrącona i mniej ważna od siatkówki.
UsuńHobby? No może lekkie :P
:*
Przepraszam wszystkich, jestem zbyt dobrym złym Andrzejem :D
OdpowiedzUsuńIch kryzys to pełną parą idzie, nie ma, że się pogodzą. Współczuję, bo życie od kłótni do kłótni to nic ciekawego. Oboje już wątpią w ten związek, ale Endriu poleciał po całości. Nóż w serce :(
Niech ją zostawi, jak się tak wielce męczy i mu źle. Egoista z niego wyszedł, a jeszcze dostał trochę okrutnej prawdy prosto w oczy.
Inga zapomniała o mamusi, no ale czasu nie cofnie. Mam nadzieję, że jakoś dogada się z panią Wroną :) bo z synkiem będzie ciężko :P
Pozdrawiam
No taki z niego wątpiący Andrzejek :(.
UsuńMyślę, że szybciej dogada się z mamusią ukochanego niż z nim samym xD
:*
Teraz bym chciała rzucić Andrzeja o ściane, albo do Wisły. Bo z tego co widziałam na snapie to w Warszawie właśnie pan Andrzej przebywa(miałabym blisko :D). Stworzyłabym nową legendę o Andrzeju który źle traktował Igne i został wrzucony do Wisły przez Szczypiorka :P ( jejku przepraszam wieczorami moja bujna wyobraźnia mnie załamuje :\) Ale naprawdę ja Igny będę bronić zawszę! Bo jestem po jej stronie.Taka kobieca solidarność :P I Andrzej i Igna w tej kłótni przesadzili powinni pomyśleś 10 razy zanim coś powiedzieli ( Ale i tak Andrzej bardziej :P) żartuję żartuję oboje, oboje. Przepraszam za ten cały komentarz jest strasznie dziwny, tak jak cała ja :P.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejny!
Szczypiorek :****
Jasne, że wspólnie powinni przemyśleć to co mówią, bo tylko się wzajemnie ranią.
UsuńDziękuję za komentarz :*
Lady Spark
Oni mnie zabiją... Raz słodko i pięknie a za chwilę takie coś!
OdpowiedzUsuńI wiesz co? Oboje bym zamordowała! Kochają się do cholery ciężkiej! Ileż można wyrzucać z siebie gorzkich słów? Owszem, oboje są winni, oboje niszczą swój związek i oboje cierpią ale słowa właśnie ranią najbardziej :(
Liczę na to, że wreszcie każde z nich się opamięta :)
Buźki! :***